piątek, 19 kwietnia 2013

Winterthur

Byłam dziś w Winterthurze (AXA Winterthur :)),
miałam spotkać się z jakąś dziewczyną o imieniu Jaqueline, ale spóźniłam się pół godziny przez deszcz, nie miałam jej numeru telefonu, poszłam do sklepu Appla, wysłałam do niej maila, ale ona nie widziała go i sama pochodziłam po mieście. Nic nie widziałam. Byłam jedynie w zajebistym sklepie z jedzeniem i po wyjściu z niego postanowiłam, że chcę pojechać do Włoch, żeby się najeść tego ich najlepszego na świecie jedzenia. Kiedy byłam niedawno w Milano, mieliśmy iść po pizzę do jednej pizzerii, która okazała się nieczynna tak wcześnie w sobotę i musieliśmy iść do innej, w której nie było dużego wyboru. A tak bardzo chciałam spróbować pizzy z ... to była chyba kapusta i jakiś specyficzny włoski ser...
W sklepie było peeełno ekskluzywnych rzeczy - oliwki, pomidory - takie w oleju, i różne rzeczy... wszystko praktycznie z Włoch, bo okładki tylko po włosku. Były też tak piękne czekolady, ale nie kupiłam żadnej ze względu na cukier... może pod koniec mojego pobytu tutaj specjalnie po nie pojadę. Była biała czekolada naszpikowana wielkimi kawałkami truskawek, malin, a najciekawsza to była mleczna z dużymi kawałkami soli - musiałaby być pyszna.
Ach... i były seeery - włoskie, szwajcarskie i nawet jeden widziałam z Anglii.
Kupiłam przeepyszny włoski miękki ser z koziego mleka i pomarańczowy szwajcarski gorgonzola. Pani powiedziała, że nie wie, dlaczego jest pomarańczowy. Być może dodali marchwii... Jest straaasznie wyrazisty. Wolę ten włoski.
Ach... najpiękniejsze w tym sklepie było to, że każdego sera, który mi się spodobał mogłam spróbować. Rozkosz.
I kupiłam też karczochy w oleju, bo znalazłam je w przecenie. Pyyyycha.


niedziela, 20 stycznia 2013

komunizm

Tak oto wczoraj wieczorem zobaczyłam naklejkę na szybie przystanku.
Mam też pewną przygodę z komunizmem w Szwajcarii.
Około pół roku temu jechałam do Bazylei pociągiem. Usiadłam naprzeciwko pewnego mężczyzny, a on zaczął do mnie mówić. Ogólna jego idea była taka, by na całym świecie panowała równość. Żeby nie było biedy w Afryce, żeby nie było bogatych. Żeby każdy pracował mniej niż teraz i żeby każdy otrzymywał równe wypłaty. Żeby nie było różnych walut, tylko jedna - na całym świecie. Trochę z nim podyskutowałam, powiedziałam, że coś takiego już wprowadzono (co prawda nie na całym świecie) ale nie wyszło, że ludzie muszą dążyć do lepszego, by efektywnie pracować - by w ogóle pracować. Bo jeżeli każdy musiałby otrzymywać równą wypłatę, to komu chciałoby się w ogóle pracować, skoro pieniądze by mu się należały. Tak czy owak ani on mnie nie przekonał, ani ja jego. A na końcu koleś za rozmowę ze mną chciał mi zapłacić!! Podziękowałam i wyszłam, bo podróż dobiegła końca.
:)
Poza tym Szwajcaria to kraj patriotów. Kochają siebie samych, tak bardzo, że czasem mam obawy, że kiedyś mógłby powstać coś podobnego do tego, co powstało wcale nie tak dawno w Niemczech... za czasów Sami Wiecie Kogo :P
i może z tym przesadzam, a może nie, ale nie tylko ja odczuwam tak Szwajcarię/rów

piątek, 18 stycznia 2013

omlet

Pierwszy raz zrobiłam omleta. Może nie wyszedł tak dobrze, jak mojej mamie, ale był pyszny i ogólnie zaskoczyłam sama siebie. Chyba jednak trochę umiem gotować :) Mogę się też podziwiać, bo ubiłam białko ręcznie!! :)

poza tym:
www.obywateledecyduja.pl

środa, 16 stycznia 2013

mexicana

Dzisiejszy chleb. Przepyszny.
Z targu.
Jak dobrze zapamiętałam, z mąki pszennej i kukurydzianej z dodatkiem ziaren słonecznika.
Pyyychota!

wtorek, 15 stycznia 2013

droga

Taka sobie droga we Wiedniu. Zdjęcie z 31 grudnia, ale kiedyś na pewno przypomni mi o dniu dzisiejszym.
Tak więc metaforycznie dodaję drogę, która mam nadzieję do czegoś mnie doprowadzi. Ciekawe ile zakrętów się na niej znajduje...?

śmieci

Śmieci w Szwajcarii to nie lada problem. Nie wystarczy segregować szkła, plastiku i papieru. Są osobne pojemniki w sklepach i czasem na ulicach na butelki plastikowe, później, już tylko w sklepach (Coop, Migros) są pojemniki na butelki plastikowe po mleku itp., pojemniki na baterie i jeszcze na inne rzeczy, o których zapomniałam, albo czasem nie wiem, czym są.
Każdy obszar dostaje roczne kalendarze w których wypisany są daty wywozu normalnych śmieci (tzw. Zuri Sacke w które można wrzucać wszystko, ale musi to być taki jak na zdjęciu worek, który odpowiednio kosztuje. To znaczy nie ma tutaj żadnych rachunków za śmieci, tylko każdy musi kupować nie inne tylko Zuri Sacke). Później w kalendarzu napisane jest kiedy wywożone są kartony, które muszą być złożone, zasznurowane i nie mogą być w kartonowych pudłach ani w papierowych torbach! Osobno odjeżdżają też same papiery, które również muszą być zasznurowane i nie włożone w żadną torbę ani karton. Pod blokiem mamy też pojemnik na śmieci organiczne. Ubrania również się zbiera i wykłada na ulice w określone dni. Na każdy obszar przpadają też kontenery na czerwone, zielone i białe szkło, metal, czasem też na oleje i różne inne rzeczy. Całkiem skomplikowane.I choć worki kosztują, a to, co jest segregowane nie kosztuje ludzie tutaj mają pieniądze, więc nie przykładają się do tego tak mocno, ale  segregacja papierów, szkła i butelek plastikowych jest na porządku dziennym.
Problem z workami Zuri jest taki, że są drogie i żeby ich dużo nie kupować napełnia się jej po brzegi. Żebyśmy my z moją współlokatorką napełniły taki worek po brzegi potrzebnych jest kilka tygodni, a śmieci mają to do siebie, że śmierdzą, później przylatują owocówki, które sobie latają. Dlatego trzymam śmieci na balkonie. Bezpieczniej.

niedziela, 13 stycznia 2013

tabletki

Tak to jest niestety, że jestem alergikiem. A najbardziej działa na mnie kurz. Tak się składa, że raz w tygodniu sprzątam w stajni, a słoma się kurzy, zmiatana podłoga się kurzy, ogólnie wszystko się kurzy... Wtedy kicham, leci mi katar i muszę oddychać przez buzię, a powietrze zimne i do tego zakurzone. Więc potem swędzi mnie gardło. Mój sprawdzony sposób, żeby nie zachorować (prawie zawsze działa) - biorę na raz 5 tabletek witaminy C i na drugi dzień jestem zdrowa.
Poza tabletkami C nie używam nigdy żadnych przeciwbólowych, przeciwgrypowych i staram się w ogóle nie łykać żadnych lekarstw.