środa, 23 listopada 2011

wino

W piątek z okazji braku funduszy przyjechała do mnie au pairka Anna z Finlandii (z okazji braku funduszy w jej kieszeniach też :P). Pojechałam po nią na stacje samochodem i przywiozłam do domu. Moja Hostka miała koleżankę u siebie, więc poszłyśmy tylko na dół, żeby się przywitać i wziąć coś słooodkiego do pokoju. Ale, z tego powodu, że mam bardzo miłą Hostkę dostałyśmy do pokoju też białe wino ;)
Pięknie się bawiłyśmy z tym winem, aż tu nagle o 23 przychodzi Martina i woła na mnie palcem, bym podeszła. ;) Wręczyła mi 50 Franków, bo "jesteśmy biedne au pair", żebyśmy mogły sobie coś wypić, gdzieś gdzie pojedziemy w sobotę ;)
Bardzo szczęśliwe piłyśmy i jadłyśmy dalej ;)
a to foty ze zdarzenia darmowego ;)


najlepsza herbata na świecie!!

prezenty świąteczne ?? :P














środa, 16 listopada 2011

ciężkie dni

Nadeszły dla mnie bardzo ciężkie czasy, bo w portfelu zostało mi 55 rappen i na stoliku pare euro. A wypłata 25... Oznacza to dla mnie fakt smutnego, nadchodzącego weekendu, bo co zrobię ciekawego bez pieniędzy.
A to wszystko dlatego, że w sobotę byłam w Konstanz - turystyczna miejscowość na granicy, nad Bodensee, a co fajne - w Niemczech.
To moje najlepsze miejsce na zakupy i od tej pory będę je robić tylko i wyłącznie tam.
Dlaczego?
Bo w Niemczech ciuchy są o kilka, kilkanaście razy tańsze niż w Szwajcarii, a po drugie, co wydaje się jak senna mara. Każdy kto szczyci się zamieszkaniem na terenie Szwajcarii ma prawo do otrzymania pewnej zielonej karty wraz z paragonem, później ma prawo dostać od celnika na zielonej karcie pieczątkę, a później można iść do sklepu, pokazać zieloną kartę i Pani oddaje nam w "cash" prawdziwe 19% ceny tego, co zostało kupione.
Także za moje buty, które kosztowały 90 euro, po przecenie ze 110 zapłaciłam tylko 75! i takim oto sposobem kupiłam więcej rzeczy, niż myślałam, a że okazji się nie marnuje, to wydałam całą resztę wypłaty :/
Wiem, że to nienormalne i w ogóle, niby z jakiej okazji, ale tak już jest i nie pytajcie się mnie dlaczego?

Z Moritzem dogaduje się, odpukać, bardzo dobrze i tak mi się on ostatnio słodki wydaje i kochany.
Poza tym, dzisiaj tak sobie myślę, że Szwajcaria, to idealny kraj dla au pair:
po pierwsze  - Konstanz i 19%
po drugie - Gleis 7 - karta z którą jeździ się pociągami i autobusami od 19 do 5 rano za darmo!! (można ją wyrobić chyba do 27 roku życia)
po trzecie - au pair jest traktowane tutaj jako praca, więc, co zamierzam zrobić, może to się liczyć do emerytury!
po czwarte - akurat teraz Frank jest na tak wysokim poziomie, co dla mnie jest jak gwiazdka spadająca z nieba - szczęście!

czwartek, 10 listopada 2011

coś o mnie ode mnie

Mój blog nie cieszy się wcale oglądalnością, co jest smutne. Myślę, że po pierwsze dlatego, że jestem w Szwajcarii a nie w US, po drugie posty są rzadko, a po trzecie posty są nudne.
No cóż, marzyło mi się w dzieciństwie napisać książkę, ale jak widać ciekawej historii tu nie tworzę, cokolwiek by to nie było...
Mieszkam sobie z rodzinką w wiosce, co jest ogromnym minusem, bo zawsze, żeby gdziekolwiek dojechać pociągiem, muszę pierw wziąć autobus, a niestety po powrocie z imprezy np o 4, 5 czy 6 czasem ich nie ma i wtedy muszę iść na piechotę 4 km albo wziąć taksówkę. na szczęście co do taksówek to miałam jak na razie szczęście, bo jeszcze ani razu nie zapłaciłam całej kwoty ;)
poza tym przez drugi miesiąc byłam okropnie zła na moją rodzinkę, bo pracuje ponad swoje godziny w umowie, ale nie miałam odwagi z nimi pogadać, a teraz już nie chcę, a poza tym, już mi to tak nie przeszkadza, zauważyłam inne plusy i nie jest tak wiele ponad - 4-5 godzin tygodniowo... (w umowie jest 30), choć były takie tygodnie, gdzie pracowałam 38 godzin!!
Nie, nie jestem leniem, po prostu nie rozumiałam, czemu mnie oszukali - no bo chyba wiedzą, ile godzin jest napisanych w umowie!!
ale kit. teraz jest 34 i nic nie mówię. - mam samochód w weekendy, nie płacę za benzynę, dostaje kosmetyki albo mi je kupują ;) więc nie jest tak źle.
dużo dziewczyn pisze, że ma świetny kontakt z rodzinką. ja mam dobry kontakt z rodzinką, jednak nie czuje się tutaj wcale super swobodnie i jak u siebie... i to nie dlatego, że oni są dla mnie źli, po prostu.
weekendy, to coś, na co czeka się od poniedziałku.
najlepiej, gdy wychodzi się na imprezę.
w Polsce prawie nigdy nie chodziłam na imprezy, a tutaj, jeżeli tylko mogę!! kiedy stać mnie i ktoś ze mną chce iść ;)
nie wiem, czy kiedykolwiek w Polsce pójdę na takie imprezy jak tutaj, a chodzi mi o ludzi przede wszystkim. ach, to super, kiedy nikt Cię nie zna, robisz co chcesz i nikt Cię za plecami nie obgaduje ;)
w ostatni weekend byłam z Mariją z Chorwacji w Kaufleuten, spotkałam tam z 6 au pairak, których imion nawet dobrze czasem nie dosłyszałam ;P a w niedzielę byłam  na koncercie chóru, zobaczę w poniedziałek, jak u nich wygląda próba, bo wrażenie zrobili na mnie nie lepsze od mojego polskiego chóry, ale lepsze, od chóru w którym teraz tutaj śpiewam i myślę, że przejdę do tego nowego chóru... dyrygent wydaje mi się też bardziej "dokładny", choć do dokładności to im brakuje, że ho ho, ale jak na razie mam wybór tylko pomiędzy tymi dwoma chórami....
dziś byłam z Moritzem na basenie i było mi naprawdę fajnie dziś z nim. coraz mniej stresu z nim mam, on też już mi nie robi na złość tak jak na początku i jest coraz lepiej, choć takiego kontaktu jak z Alicią, to z nim nigdy mieć nie będę :/
ach, tak btw na basenie kobiety się kąpały całkowicie bez strojów ( znaczy w szatni i pod prysznicami)! w sumie to dobrze i myślę, że to nic strasznego, a raczej tak być powinno. ;)
kontakty z au pairkami jest łatwo złapać. najłatwiej na nieszczęście z Polkami, najgorzej z Hamerykankami, Australijkami i Kanadyjkami, przepraszam, ale te, które do tej pory poznałam wydają się strasznie.... nie lubię ich!
700 franków, w Polsce, myślałam, że za te pieniądze będę żyła ciągle wydając, jednak okazało się to nieprawdą, co też uczy mnie panowania nad pieniędzmi... myślę, że jako tako mi to wychodzi.
na kursie mamy fajne osoby... jest jeden Mischel z Francji, i kiedy on mówi, to czzasem nie mogę się nie śmiać, ale dlatego, że on jest taki słodki, jak mówi np. "iIIIk biiin" i jak się stara zawsze, naprawdę jest taki kochany. a jego żona jest tak super pewna siebie i piękna - zawsze jej zazdroszczę tej jej pewności i klasy. Jednak dziewczyna z kursu nazywa się Dziądźwier i jest  z Rumunii, ale jest Węgierką, albo odwrotnie. poza tym Dolma - z którą siedzimy najbliżej i mamy fun. Przyjechała tutaj ponad rok temu z Tybetu. Nie znała niemieckiego nic a nic, a teraz mówi tak jak ja, czyli ponad B1! poza tym, nie wiem, czy sobie możecie wyobrazić ale nie umiała pisać i czytać. kompletnie nie wiem, jak się nauczyła niemieckiego, kiedy nie mogła nawet przetłumaczyć słowa, bo inne litery oni mają! ;) i w ogóle nie ma kontaktu z rodziną w ogóle, bo przecież kto tam, podczas wojny i biedy ma Internet, a poza tym oni też analfabeci. Teraz dostała mieszkanie, musi szukać pracy, ale przez rok mieszkała w "Azulu", nie wiem co to dokładnie i jak przetłumaczyć. ale mieszkają tam narody, które mają wojne np, dostają jedzenie i spanie i muszą pracować za 7 fr tygodniowo!!!!!!

to chyba na tyle
papa.
zostawcie komentarze, bo mi brak :(

środa, 2 listopada 2011

Basel po raz drugi

Zdjęcia z Basel, w czasie, gdy odbywała się tam "Messeę, czyli jarmark, można kupić wiele różnorodnych rzeczy, i takie tam
a oto też moja piosenka, która sprawia, że mam łzy w oczach...
Baschi - szwajcarski muzyk, który śpiewa też po schweizer deutsch, więc bardzo oryginalnie, a to moja ulubiona piosenka, z resztą Moritza też. Pod spodem napisy w hoch deutsch

on tak naprawdę jeździł na wystawie! :O





Pani robiła sobie lampy :P





wtorek, 1 listopada 2011

Schwyz

W Schwyz odwiedziłam jedną polską au pair ;)
Ponoć kanton Schwyz jest najbogatszym kantonem, a znajomi moich Hostów twierdzili, że to już nie jest Szwajcaria, to jest Schwyz! ;P :D